Borelioza to choroba odkleszczowa, spowodowana najczęściej ukąszeniem przez kleszcza zakażonego bakterią z gatunku Borrelia. Kleszcze są podstawowym nosicielem tej bakterii, dlatego obszarem, na którym można narazić się na zakażenie, są tereny leśne lub parkowe, na których rezydują te owady. Są one, niestety, gatunkiem występującym powszechnie, znaleźć je można na wszystkich kontynentach.
Zazwyczaj na jednym obszarze dominuje jeden lub dwa gatunki borrelii. W Europie najczęściej spotykanymi gatunkami są borrelia burgdoferi sensu lato, borrelia afzelii oraz borrelia garinii. Mimo iż wymienia się obecnie 8 gatunków tej bakterii, można z dużym prawdopodobieństwem ocenić, że gatunków i podgatunków istnieje dużo więcej. Ma to znaczenie w diagnostyce, ponieważ dostępne powszechnie testy wykrywają tylko część istniejących zakażeń.
Bakterie gatunku borrelia są krętkami – tak określa się bakterie spiralne należące do dwóch odkrytych dotychczas rodzin bakterii tego typu, posiadają pokrewieństwo m.in. z krętkami kiły.
Mimo, że kleszcz jest podstawowym gatunkiem przenoszącym bakterie borrelii i zarażone nią osobniki stanowią największe zagrożenie dla ludzi, których ukąszą, pojawiają się doniesienia o infekcji borrelią spowodowanej ukąszeniami innych owadów, w tym komarów i gzów. Badania przeprowadzone na terenie Europy wykazały, że choć tylko niewielka część populacji komarów zarażona jest krętkami borrelii, to prawdopodobieństwo zarażenia nimi człowieka istnieje, choć jest niewielkie. Wielu chorych zgłasza jednak, że rumień charakterystyczny dla boreliozy pojawił się u nich po ugryzieniu przez innego owada niż kleszcz.
Najczęściej pierwszym objawem infekcji jest wspomniany rumień, tworzący czerwony, rozszerzający się okrąg umiejscowiony w dowolnym miejscu ciała, nie tylko w miejscu ukąszenia. Czasem jest ich kilka, w tym przypadku choroba bywa błędnie rozpoznawana przez lekarzy pierwszego kontaktu lub dermatologów jako rumień różowaty lub rumień wielopostaciowy. Skutkuje to niewłaściwym leczeniem i groźnym dla pacjenta wydłużeniem czasu rozpoznania infekcji. Poza rumieniem w początkowej fazie choroby może pojawić się stan podgorączkowy, bóle głowy, bóle mięśni i stawów, czy osłabienie.
Często jednak, w 60-70% przypadków, rumień nie pojawia się, w związku z tym pojawiające się ewentualnie objawy uznane są najczęściej za chwilową infekcję wirusową. Ponieważ chory nie jest leczony, dochodzi do stopniowego rozsiania się bakterii po organizmie. Od tego momentu objawy zależą od miejsca kolonizacji przez bakterię i poziomu masywności tej kolonizacji.
Warto zauważyć, że duża część zdrowych ludzi posiada wystarczający poziom odporności i ich organizm sam zwalcza bakterię. Początkowe objawy ustępują samoistnie lub w ogóle nie występują. Na obszarach endemicznych (na przykład na terenie Podlasia) nawet 50% ludzi jest nosicielami przeciwciał IgG przeciw borrelii i nie wykazuje objawów choroby, co oznacza, że została ona pokonana przez organizm. Wiele badań naukowych pokazuje jednak, że bakteria borrelii potrafi zachowywać się podobnie do pałeczek gruźlicy czy rodziny herpeswirusów (np. opryszczki), chowając się przez lata w tkankach, w latentnej, ukrytej postaci. Nie dając wcześniej żadnych objawów, może po długim czasie uaktywnić się, wywołując chorobę. Tak jak w przypadku gruźlicy i innych latentnych zakażeń, momentem aktywacji może być silny lub przewlekły stres, niewłaściwa dieta i tryb życia lub obniżenie odporności z powodu leczenia innej choroby lekami obniżającymi odporność, np. sterydami czy innymi lekami immunosupresyjnymi.
Borelioza wczesna, wykryta niedługo po zakażeniu, najczęściej po szybkim pojawieniu się rumienia, leczona jest dość łatwo. W chwili, gdy bakteria nie spenetrowała całego organizmu, podawany jest jeden antybiotyk, najczęściej doksycyklina, przez 3-4 tygodnie. W przypadku większości chorych dawka ta jest wystarczająca. Leczenie powinno być stosowane po uzyskaniu dodatnich wyników testów na obecność przeciwciał IgM w teście immunoenzymatycznym ELISA i ew. potwierdzonym testem Western Blot, ale może też być zastosowane mimo negatywnych wyników, lecz przy widocznym rumieniu i innych charakterystycznych objawach. Warto zauważyć, że testy warto robić kilkakrotnie – brak ujednoliconej specyfikacji w różnych laboratoriach prowadzi do trudności w ocenie realnej sytuacji. Istnieją pacjenci, którzy wykonali testy w kilku laboratoriach, wszystkie były dodatnie, wykazywali liczne objawy chorobowe, lecz nie uzyskali pomocy w przychodni chorób zakaźnych, ponieważ test wykonany w szpitalu był negatywny.
Kilkunastu procentom chorych (część badaczy ocenia tę grupę jako większą), podstawowe leczenie nie pomaga. Dotyczy to osób, które zakażone zostały bakterią dawno, ich organizm ma obniżoną odporność, zakażone zostały kilkoma lub szczególnie agresywnymi gatunkami bakterii, także innych niż borrelia. Być może też bakteria zdążyła trafić w miejsce niepenetrowane lub niewystarczająco penetrowane przez antybiotyk (np. leczone kanałowo zęby lub mózg) i z takich miejsc ponownie wysiewa się do organizmu. Z badań naukowych wiadomo, że obszar szczęk często dotknięty jest infekcją borrelii. Infekcja nie jest widoczna w badaniach obrazowych, jednak często powoduje ona niewytłumaczalne bóle zębów lub neuralgie nerwu trójdzielnego
Rozsiana borelioza jest trudniejsza do leczenia, a jej objawy stają się dotkliwe dla chorego. Zaatakowanie układu nerwowego (neuroborelioza) skutkuje licznymi okresowymi lub niemal stałymi objawami neurologicznymi – bólami mięśni, polineuropatią, parestezjami, bólami kości i stawów często niereagującymi na środki przeciwbólowe. Częsta i charakterystyczna jest neuralgia nerwów czaszkowych, nerwu trójdzielnego i nerwów potylicznych. U znacznej liczby pacjentów pojawia się tężyczka. Pacjenci skarżą się na „męty” w oczach i inne objawy oczne. W badaniu rezonansu magnetycznego głowy pojawiają się zmiany, które błędnie uznaje się jako objawy naczyniopochodne lub demielinizacyjne, sugerujące SM. Układ chłonny reaguje często objawami uogólnionej limfadenopatii, czasem pojawia się też guzek imitujący chłoniaka limfatycznego. Chorzy zgłaszają też nagłe pojawianie się punktów rubinowych na skórze, w badaniach usg pojawiają się nieobecne dotąd naczyniaki i torbiele w nerkach, wątrobie lub w kręgosłupie (naczyniaki). Charakterystyczne jest „wędrowanie” bólów, np. w jednej chwili dotykających szczęki, po kilku godzinach kolana, a jeszcze później sugerujących zapalenie kręgosłupa. Wszystkich objawów opisywanych przez tysiące chorych nie sposób wymienić, ponieważ każdy obszar ciała i narząd może być zajęty przez kolonię bakterii.
W tej fazie choroby pojawia się problem z leczeniem, ponieważ w Polsce jedynym publicznym schematem leczenia jest podawanie doksycykliny w dawkach wspomnianych wcześniej. W przypadku szczególnie dotkliwej postaci neurologicznej podawany jest jako ostateczność przez kolejny miesiąc jeden z antybiotyków z grupy cefalosporyn. Robi się to w warunkach szpitalnych, dożylnie. Kolejna część osób dzięki temu odzyskuje zdrowie.
Nadal jednak pozostaje grupa pacjentów, której nawet to leczenie nie pomaga. Natrafiają oni na mur niezrozumienia wśród lekarzy placówek publicznych, których obowiązują oficjalne archaiczne schematy twierdzące, że choroba jest w tym momencie definitywnie wyleczona. (Schematy te opierają się na zbiorze twierdzeń organizacji IDSA zajmującej się chorobami zakaźnymi, lecz nie specjalizującej się w badaniu boreliozy, i stosowaniu nieaktualnych już kodów jednostek chorobowych WHO)
W jednym z niedawnych badań opisano mobbing, jakiemu poddawani są chorzy na przewlekłą boreliozę, odmawia się im dalszego leczenia, kieruje do psychiatrów, uważając, że ich cierpienia mają podłoże psychiczne. Ich objawy określa się zespołem poboreliozowym niezwiązanym z zakażeniem, lecz z jego długotrwałymi skutkami. W pewnej mierze twierdzenia te są prawdziwe, ponieważ spustoszenia dokonane przez infekcję (a także przez antybiotykoterapię) mogą być duże. Dotyczy to regeneracji układu nerwowego, uzupełnienia przez organizm niedoborów, a przede wszystkim wyciszenia reakcji immunologicznej, dysautonomii układu współczulnego i przywspółczulnego, odtworzenia mikrobiomu jelitowego, stabilizacji mastocytów, itp. Potrzebny jest kilkumiesięczny okres obserwacji pacjenta przed podejmowaniem dalszych działań.
Jeśli jednak po kilku miesiącach nie następuje poprawa, może to świadczyć, choć nie musi, o trwającej infekcji, zwłaszcza jeśli nadal występują dodatnie przeciwciała IgM w badaniach ELISA i WB. Tu należy zaznaczyć, że istnieją badania potwierdzające, że borrelia potrafi oszukać układ odpornościowy – istnieją przypadki boreliozy, w których przeciwciała nie są obecne w testach.
Tej grupie pacjentów pozostaje leczenie prywatne u lekarzy należących do światowej organizacji ILADS, która uważa, że przypadków przewlekłej boreliozy jest więcej niż się sądzi, a bakterie przeżywają kurację antybiotykową, tworząc ochronne biofilmy. Według lekarzy z tej organizacji, pacjenta należy leczyć tak długo, dopóki są objawy, kontrolując, czy zmniejsza się ilość przeciwciał IgM świadczących o aktywnym zakażeniu. Należy też stosować nie jeden, lecz co najmniej dwa lub trzy antybiotyki w jednym czasie. W świetle najnowszych badań wygląda na to, że w tych twierdzeniach jest dużo racji, kolonie żywych bakterii borrelii wykrywa się w organizmach chorych mimo przebycia przez pacjenta oficjalnej terapii doksycykliną, tysiące zaś chorych leczonych dłużej, czasem pulsacyjnie, łącznie przez kilka miesięcy, zgłasza ustąpienie większości objawów właśnie po tym leczeniu. Wg badań i obserwacji chorych leczenie dłuższe niż przez rok najczęściej nie ma już sensu i przynosi tylko szkody organizmowi, choć istnieją chorzy twierdzący, że pomogła im dopiero 4-letnia terapia antybiotykami.
Większość pacjentów po tej fazie leczenia zgłasza ustąpienie objawów. Nadal jednak nie dotyczy to wszystkich. Dlaczego u niektórych osób objawy pozostają obecne przez wiele lat, czasem do końca życia – nie udało się rozstrzygnąć. Hipoteza trwałych uszkodzeń układu nerwowego nie wydaje się być dobrym wytłumaczeniem, w sytuacji, gdy chorzy zgłaszają nawroty w sytuacjach kojarzących się z aktywacją zakażenia – pogorszenie objawów po złagodzeniu diety niskowęglowodanowej, spożywaniu cukru, po osłabieniu odporności z innych przyczyn, np. po zastosowaniu sterydów. Takie reakcje sugerują reaktywację zakażenia, zwłaszcza, jeśli we krwi pojawiają się ponownie przeciwciała IgM.
Dodatkową trudność w leczeniu choroby stanowią możliwe równoległe koinfekcje. Kleszcz jest zazwyczaj nosicielem wielu patogenów, ugryziony człowiek może być zakażony – i zazwyczaj jest – kilkoma chorobotwórczymi bakteriami lub wirusami. Najczęściej mowa tu o bartonelli, babesii, toksoplazmozie, anaplazmozie, erlichii lub o wirusie kleszczowego zakażenia mózgu. Objawy zakażeń tymi patogenami nakładają się i de facto jedynym w miarę skutecznym działaniem dającym pacjentowi obraz sytuacji jest wykonanie badań na występowanie we krwi przeciwciał przeciwko wszystkim najważniejszym patogenom. W Polsce lekarze chorób zakaźnych nie wykonują domyślnie badań na koinfekcje, choć laboratoria przyszpitalne dysponują takimi możliwościami w przypadku wymienionych wyżej patogenów. Prawdopodobnie niechęć ta wynika z oszczędności budżetowych, dobro pacjenta nie jest najważniejsze.
Zagrożenie koinfekcjami jest jednym ze wskazań do wielotorowej antybiotykoterapii – uważa część uznanych specjalistów od boreliozy, tak uważał też odkrywca bakterii borrelii dr Willy Burgdofer.
W 2023 r. nastąpiło w Polsce poważne naruszenie praw chorych na boreliozę przewlekłą. Całkowicie zakazano leczenia przewlekłej boreliozy, także lekarzom funkcjonującym w prywatnym obszarze służby zdrowia, i zanegowano istnienie przewlekłej postaci boreliozy, fałszując stan aktualnej światowej wiedzy medycznej.
Zakaz zaargumentowano koniecznością ochrony pacjenta przed wykorzystywaniem chorych przez oszustów, w tym niektórych lekarzy, i wmawianiem boreliozy pacjentom, którzy jej nie mają. Istotnie, zdarzenia takie miały miejsce – chorych naciągano na kosztowne terapie, lecząc ich bez końca, gdy cierpieli oni na podobne objawy, które wynikały z innych przyczyn niż infekcja – z przyczyn nerwicowych, poinfekcyjnych, gastrologicznych, endojrynologicznych lub wynikających np. z aktywacji mastocytów na różnym tle.
Naruszono jednak prawa konstytucyjne. Możliwość wyboru metod leczenia przez pacjenta jest jednym z podstawowych praw obywatelskich i w żadnym kraju poza Polską nikt nie pozwolił sobie na zakaz tego typu. W większości krajów świata zalecenia towarzystwa IDSA są stosowane w leczeniu publicznym, lecz w trakcie leczenia prywatnego pacjent bez problemu może udać się do specjalisty uznającego konieczność innej terapii. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w większości krajów świata istnieje wolność samodzielnego leczenia, a leki, w tym antybiotyki, sprzedawane są bez recepty. Recepty służą tam wyłącznie do refundacji lub kontroli sprzedaży leków psychotropowych. W sprawie naruszenia szeregu aktów prawnych w tej sprawie wypowiedziały się organizacje monitorujące przestrzeganie praw obywatelskich.
Obecnie chorzy na przewlekłą boreliozę muszą leczyć się poza granicami Polski, czekając na rozwiązanie prawnego problemu, który stworzył Bartłomiej Chmielowiec, obecny Rzecznik Praw Pacjenta.